Nap in Tikal and a ride from hell / Drzemka w Tikal i jazda z piekła rodem

POLSKA WERSJA TUTAJ

We have finally reached Guatemala! This country is truly breathtaking and we decided to rest our weary heads in Flores, which is a small but charming little place. Of course, just as we were going to book last available hostel, someone was faster. We were left with only one option, the exactly same one we discarded because in order to get there, we had to take a boat.

We are so happy now that this was the last one left! Owner Neil is one of the best people we have met during our travels. He told us stories about tensions between Guatemala and Belize, and what kind of lives people lead in these countries. Of course, poverty is one of the biggest problems – however, there are other historical factors like colonization and right to territory that make up the politics today.  The hostel itself is surrounded by the jungle, so we get to wake up to the sounds of exotic birds and fog of rainforest.

For travellers, Flores is mostly just a stop between Mexico and Semuc Champey or Antigua, and another chance to see Mayan ruins in Tikal. This was also the first time when we dealt with ever present scams of Central America. Fake tickets for non-existent buses to Tikal and other places are being sold, and sometimes a rejection means threats, stealing or fights. We have bought a ticket from what we thought was a travel agency but they put us on a bus that took us to some market in the middle of nowhere. Then they took our bags, threw them on top of another ‘chicken bus’ and packed us with locals who literally sat on each other’s laps. The driver was exchanging jokes on the phone while driving 120km/h on uneaten road with gale surrounding us – I literally almost started to pray to all the gods I knew.

When eventually we were dropped off at the ticket office and our bags were also dropped (literally), we found out that there is another 10km to go to the actual archaeological site. Fortunately, another bus (a properly organized one) agreed to take us and we found ourselves in a deep deep jungle, where we decided to stay the night.

Before that we got a chance to explore the ruins of Tikal and see its inhabitants. Monkeys, Quetzalcoatl, toucans and coati were keeping their distances, but it was a delight to see those beautiful animals in the wild. The ruins were also impressive, but the best part was our night in the real jungle, where we got woken up by howler monkeys at sunrise and upon exiting our tent we found a coati running away with our bag of nachos. This crazy ride was definitely worth such sights!


POLSKA WERSJA

Nareszcie dotarliśmy do Gwatemali! Widoki naprawdę zapierają dech w piersiach, więc postanowiliśmy zatrzymać się w malowniczym miasteczku Flores. Oczywiście podczas rezerwowania ostatniego dostępnego hostelu ktoś nas uprzedził, więc zmuszeni byliśmy pojechać – a dokładniej popłynąć – do innego hostelu położonego po drugiej stronie jeziora. I chociaż na początku nie braliśmy tego miejsca pod uwagę, teraz cieszymy się że nie było wolnych miejsc we Flores!

Właściciel Neil przybliżył nam politykę Ameryki Środkowej, napięcia między Gwatemalą a Belize i ich wpływem na życie ludzi. Nie chodzi tylko o biedę, która tutaj jest wszechobecna, ale o pozostałości po kolonizacji i walkę o terytorium, które są głównym tematem politycznym. Po interesujących dyskusjach wracamy do bungalowa z moskitierą zamiast okien, który stoi pośrodku lasu deszczowego, a rano budzi nas śpiew egzotycznych ptaków i mgła.

Dla podróżników Flores jest głównie przystankiem między Meksykiem a Semuc Champey lub Antiguą, ale też dobrą okazją na zwiedzenie kolejnych ruin miasta Majów. Najlepszą formą transportu są autobusy, ale trzeba uważać na nieprawdziwe bilety – to był także pierwszy raz gdzie zetknęliśmy się z wszechobecnym oszukiwaniem turystów i podróżników. Nasze bilety kupiliśmy z, jak nam się wydawało, agencji podróżniczej. W dniu wyjazdu kierowca zawiózł nas na targ w bliżej nieokreślonym miejscu, wrzucił nasze torby na dach tzw. ‘chicken bus’, a nas zapakował z Gwatemalczykami ściśniętymi jak sardynki. Kierowca drugiego autobusu wymieniał z kimś żarty przez telefon i jechał 120km/h na nieubitej drodze podczas tropikalnej ulewy, a ja już prawie zaczęłam modlić się do wszystkich bogów.

Podrzucono nas (prawie dosłownie) obok budki z biletami, a nasze plecaki zostały (dosłownie) zrzucone. Wtedy dowiedzieliśmy się, że ruiny są jeszcze 10km stąd oraz że nasz autobus nam zwiał. Na szczęście następny autobus był prawdziwie turystyczny i pilot tej wycieczki zgodził się nas zabrać za darmo aż pod bramy ruin, gdzie zdecydowaliśmy się zostać na noc w głębokiej, głębokiej dżungli.

Przed zapadnięciem zmroku mieliśmy szansę jeszcze podziwiać faunę i florę tego miejsca. Dzikie małpy, ostronosy, tukany i koati były ucztą dla oczu. Najlepszą częścią tej wyprawy były wyjce, które obudziły nas przed świtem i koati uciekający z paczką naszych nachosów. Ta piekelna jazda autobusem była jednak tego warta!

Advertisements

Nap in Mahahual / Drzemka w Mahahual

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Mahahual can really be described in one sentence: Caribbean vibe, lush beaches, great diving spot and one main street. And what’s great about it is that all of this makes it a perfect place to be!

DSCN0815

A good first thing to know is that locals divide tourists into two groups: backpackers and cruise people. If you are in the first group, make sure you emphasize that every time you make a purchase. Why? If you are a rich American on the cruise, you get charged even three times as much. A good example is buying a coconut for which we paid one dollar versus three dollars for the Americans standing behind us. For some reason the locals like you more if you stay in one of the hostels or hotels.

DSCN0823

Everywhere you go – Tulum, Cancun, Isla Mujeres – you probably hear that they are the best spots to snorkel or dive. Apparently the reef is a bit dead in the north and elusive Mahahual has it all. We’re not buyest (well, maybe a little bit) but the reef here thrives with life and there are about 15 spots that you can visit. If you have a car, try to go even more south to Xcalak – it’s supposed to be even better.

DSCN0862

Of course the beaches are wonderful and the water is super warm and clean. You can spot some rays and fish right from the shore! Beaches are swarmed with beach chairs and umbrellas, but in most places you can just sit on one without paying and relax. Krazy Lobster has even free margaritas.

DSCN0860

So sit back, get that book you always wanted to finish and relax! There is no better place for that than Mahahual. Can you hear the Caribbean calling already?
——————————————————————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Mahahual można opisać w jednym zdaniu: karaibska dusza, piękne plaże, świetne nurkowanie i jedna główna ulica. I co najlepsze, ta mieszkanka sprawia że dobrze jest tutaj zostać na dłużej!

DSCN0815
Na początek warto zapamiętać, że sprzedawcy dzielą klientów na dwie kategorie: podróżników i ludzi z luksusowych rejsów. Jeśli jesteś w tej pierwszej grupie upewnij się że sprzedawcy to wiedzą za każdym razem. Dlaczego? Bogaci Amerykanie płacą nawet trzy razy więcej, gdyż każdy uważa że skoro stać ich na rejs, mogą też płacić więcej za wszystko inne. Także za kokosa my płacimy dolara podczas gdy oni – trzy dolary. Z jakiegoś powodu lokalni lubią cię bardziej gdy śpisz w hostelu lub lokalnym hotelu.

DSCN0823
Jeśli jesteście/byliście w Cancun, Tulum albo na Isla Mujeres, na pewno ciągle słyszycie że to są najlepsze miejsca do nurkowania. Podobno rafa tam na północy jest już niestety bardziej martwa a ciężko dostępne Mahahual ma to wszystko. Oczywiście nie faworyzujemy żadnego miejsca (no, może trochę), ale w Mahahual można wybrać jedno z piętnastu miejsc do nurkowania, gdzie rafa wprost tętni życiem. Jeśli macie samochód, jedźcie jeszcze dalej na południe do Xcalak – mniejsze miasteczko ale z pewnością lepsze wrażenia.

DSCN0862
Oczywiście plaże są przepiękne, a woda czysta i cieplutka. Już z brzegu można zaobserwować kolorowe rybki a nawet płaszczki. Plaże roją się od leżaków i parasoli (i nie od turystów), ale w większości miejsc można usiąść bez płacenia – Szallllony Homar oferuje nawet darmową margaritę.

DSCN0860
Więc usiądź wygodnie, dokończ wreszcie tą książkę na którą nie miałeś czasu i odpręż się! Mahahual to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Czy słyszysz już szum Karaibów?

Dia de los Muertos in Mexico

Yes, yes, we know that this Mayan celebration is at the beginning of November, so in order not to bore you with historical details, here is a small gallery of the parade that we took part in. Enjoy!

Tak, tak, wiemy że to święto Majów przypada na początek listopada, więc zamiast zanudzać historią, zapodajemy krótką galerię parady w której uczestniczyliśmy. Miłego oglądania!

dscn0580dscn0589dscn0617dscn0619dscn0622dscn0637dscn0640dscn0642

 

Nap in Valladolid / Drzemka w Valladolid

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Valladolid is a beautiful colonial town in the district of Yucatan. Its charm lies in cobbled narrow streets, magnificent churches and close proximity to natural beauty and Mayan legacy.
For a good start, San Bernardino church is the place. It’s close to the centre and almost always open. Although it does not resemble European style, it has its own unique features that might be of interest, but we have seen people unmoved by this site. Its function was a Spanish fortress once upon a time and it has been built in a baroque style. San Bernardino has only one nave so there isn’t much space for the church itself, but I (Adrianna) have found it fascinating on the account of it being different from the churches I have seen so far.

dscn0552

The charming narrow streets will surely take you to the main plaza, where you can buy some street food or souvenir bracelets and just chill out. In the evening the lights give the place a magical feel, especially when traditional music fills the space and people wander about in the cool of the evening.

dscn0551_kindlephoto-2615711

When it gets too hot, jump in one of the many cenotes of Valladolid. About 500m from the centre you can have a dip for 30 Pesos and it’s absolutely worth it. If you want more, rent a bike or take a taxi to two cenotes just seven kilometres from Valladolid. They are a little bit more expensive but to walk from one to another is only 100m and if you are during the right time of the day, the sun will shine straight through the big circle in the cave’s ceiling.

dscn0754_kindlephoto-1452223

Valladolid has great connection to Mayan ruins as well as to the rest of the country. Daily buses to Cancun, Tulum, Merida and Campeche make it easy to get in and away. Shuttles and colectivos to Ek’Balam, Chichen Itza and other ruins provide a great variety of trips to choose from.

Valladolid is a charming little place with plenty to do and with great connections to other places. It’s a perfect spot if you just want to relax or don’t want to spend your time in busy cities like Merida. We can surely say that it was one of the best towns we have visited so far.
——————–

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Valladolid to piękne kolonialne miasto w obrębie Yucatanu. Jego wdzięk leży w brukowanych uliczkach, pięknych kościołach oraz bliskości do piękna natury i zabytków z epoki Majów.

Kościół San Bernardino to dobry początek na zwiedzanie: jest blisko centrum i praktycznie zawsze otwarty. Mimo tego że wyglądem nie przypomina europejskich kościołów, to jego wyjątkowy urok może zachwycić, chociaż zdarzają się tacy którym taka architektura jest obojętna. Hiszpanie pewnego razu wybudowali San Bernardino jako fortecę obronną w barokowym stylu. Kościół posiada tylko jedną nawę ale i tak bardzo mi (Adriannie) się podobał, ponieważ nie przypomina żadnego kościoła jakiego wcześniej widziałam w Europie.

dscn0552

Piękne brukowane uliczki na pewno zaprowadzą was do ‘rynku’, gdzie możecie kupić jedzenie ze straganów, pamiątkową bransoletkę albo po prostu trochę odpocząć. Wieczorne światła i rytm tradycyjnej muzyki nadają miastu magiczną atmosferę.

dscn0551_kindlephoto-2615711

Gdy jest zbyt gorąco na zwiedzanie, miasto posiada swoją własną cenotę w której można się ochłodzić za 30 Peso. Jeśli wam mało, możecie wynająć rower lub wziąć taksówkę i siedem kilometrów od miasta są jeszcze dwie inne cenoty, które od siebie dzieli 100 metrów. Są oczywiście nieco droższe ale jeśli będziecie tam o dobrym czasie, słońce wpadnie prosto przez okrąg w suficie i rozświetli wodę.

dscn0754_kindlephoto-1452223

Valladolid posiada świetne połączenia autobusowe nie tylko do wiosek Majów, ale też do reszty kraju. Dzienne połączenia do Cancun, Tulum, Meridy i Campeche sprawiają że łatwo się tu dostać i wydostać. Colectivos i busy do Chichen Itza, Ek’Balam i innych atrakcji sprawiają że mamy szeroki wybór wycieczek.

Valladolid to piękne miejsce z ciekawą historią i szeroką gamą rozrywek. Wygodne połączenia do innych miejsc i atrakcji są wielkim plusem, a poza tym można się tutaj po prostu zrelaksować jeśli nie ma się ochoty spędzać czasu w zatłoczonym mieście pokroju Meridy. Z ręką na sercu możemy przyznać że jak na razie było to jedno z najlepszych miasteczek jakie odwiedziliśmy.

Siesta at Chichen Itza / Drzemka w Chichen Itza

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

How the main pyramid of Chichen Itza looks, most of the people probably already know. But there is more to this place than one building, although not everything is as glorious.

Firstly, getting there is super easy as it is probably one of the most visited places in Mexico. From Valladolid a round trip ticket costs 100 Pesos and it will take you there from 7.30am every hour; you can come back also every hour until 4.30pm. It’s true what they say about arriving early – tourist groups can be really overwhelming so try to get there on the first bus. Entry ticket is 232 Pesos and then off you go.

dscn0699

El Castillo, the main pyramid, welcomes you as you enter the site. Once you get your jumping, wide-armed or napping pictures done, there is much to explore. For us one of the best sites was the Ball Court where, as the name indicates, the Maya played a ball game. Some say it resembled today’s football but they also used bats as well as their legs. There are two rings high above and the objective was to throw a ball through one of them. If a team member succeeded in doing so with a bat, the opposite team was decapitated and sacrificed. Pretty violent, right?

dscn0711

Chichen Itza’s beauty lies not only in sophisticated architecture and beautiful designs and meanings. Many people (including us) marvel at the unbelievable acoustics of this place. In the Ball Court, when all walls were present, a conversation could be heard from one end to another, 150m away. It seems that every piece has its meaning and purpose. Of course a serpent is a recurring theme, but it is possible to see engraved skulls (upon which sacrificed heads were placed) and eagles ripping the chest of its enemies and eating their hearts. It’s incredible but terrifying at the same time.

dscn0725

Aside from the beautiful architecture, Chichen Itza has some faults that cannot go amiss. While for many people it might not be the problem, for us it took away the whole enjoyment of being there. The site and atmosphere is heavily spoilt with masses of tourists, cramped in every corner but mostly you can find them clapping in front of El Castillo. It probably wouldn’t be half as bad if not for the never-ending souvenir stands. They are literally EVERYWHERE. It would be fine if you could just walk past them and do as you wish but no, tens of sellers jump in front of you with masks, jaguar-making-sound toys, bracelets and you name it! They are around you all the time, so no matter where you turn, you will hear someone shout ONE DOLLAR! in your face. On the busiest tracks the stands occupy both sides of the road so when you walk you get to hear everything at once at the lowest price of, have a guess, one dollar. It tired us so much that we actually thought of going back, but since we paid the stiff entry fee, we braved it.

So this nap was definitely not as pleasant as the one in Ek’Balam, but of course it’s worth seeing one of the New Seven Wonders of the World and also having our own perspective. We definitely don’t regret going but if you really want to see the ruins, you only have one chance and don’t care for an Instagram photo, go to Ek’Balam or even better, Tikal in Guatemala. But about our yet another ruins encounter, soon!

——————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Jak główna piramida w Chichen Itza wygląda, większość z Was pewnie doskonale wie. I chociaż te ruiny to nie tylko jeden budynek, to nie wszystko w tym miejscu jest tak wspaniałe.

Chichen Itza to najprawdopodobniej jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Meksyku, dlatego dostanie się tam jest super proste. Z Valladolid można wziąć autobus za 100 Peso w dwie strony i odjeżdża on od 7.30 rano co godzinę, a wraca rownież co godzinę aż do 16.30. To prawda co mówią o przybyciu na miejsce najwcześniej jak się da – wielkie grupy turystów mogą być naprawdę przytłaczające więc postarajcie się wsiąść w pierwszy autobus. Bilet do ruin można kupić przy wejściu za oszałamiające 232 Peso – i można ruszać!

dscn0699

Prawie od razu po przekroczeniu bramy wita nas główna piramida – El Castillo. Jak już zrobicie sobie zdjęcia na którym skaczecie, rozpościeracie ramiona albo drzemiecie przed piramidą, cała reszta miasta Majów czeka na odkrycie. Nam osobiście najbardziej podobał się Ball Court (w luźnym tłumaczeniu: boisko), który, jak nazwa wskazuje, służył do gry w piłkę. Podobno gra przypominała tą którą znamy jako piłkę nożną z połączeniem baseballu. Wysoko nad naszymi głowami znajdują się pierścienie służące za bramki, w które uczestnicy starali się trafić za pomocą kopnięc. Jeśli jednak jednemu graczowi udało się przeprowadzić piłkę przez pierścień za pomocą pałki, jego drużyna wygrywala a przeciwnikom ścinano głowy i składano je w ofierze. Całkiem nieźle, prawda?

dscn0711

Piękno Chichen Itza nie leży tylko w architekturze i pięknym zdobieniom. Wiele osób (w tym my) jest pod wrażeniem akustyki tego miejsca. Gdy Ball Court był w pełni zbudowany, stojąc na jednym jego końcu można było usłyszeć rozmowę z drugiego końca oddalonego o 150m. Teraz ludzie krzyczą a i tak dźwięk jest niesiony jeszcze dalej. Praktycznie każdy element ma swój cel i znaczenie. Oczywiście najbardziej powtarzającym się tematem jest wąż, ale można też zobaczyć tysiąc czaszek (nad którymi składano głowy w ofierze) lub orła wyjadającego serca swoich ofiar. Widoki są naprawdę piękne ale też trochę przerażające.

dscn0725

Oprócz pięknej architektury, Chichen Itza posiada parę niedogodności które ciężko zignorować. Dla wielu osób na pewno takie rzeczy nie sprawiają problemów, ale nam odebrało to przyjemność zwiedzania. Ruiny i atmosfera są trochę ‘zrujnowane’ przez turystów którzy kręcą się wszędzie, ale głównie można ich zobaczyć jak klaszczą przed główną piramidą. To jednak da się przeżyć w porównaniu z ustawionymi wszędzie straganami z pamiątkami. Naprawdę WSZĘDZIE. I też byłoby w porządku, gdyby była możliwość spokojnego przejścia obok. Ale nie jest to nam dane; dziesiątki sprzedawców zastępują nam drogę i oferują te same przedmioty: maski, zabawki które brzmią jak jaguar, bransoletki i co tylko jeszcze sobie wymyślicie! Nieważne w którą stronę się obrócisz, ktoś będzie krzyczał ci JEDEN DOLAR prosto w twarz. Na najbardziej ruchliwych ścieżkach stragany stoją po dwóch stronach drogi, więc czasem parę osób na raz próbuje sprzedać swój towar za najniższą cenę, czyli (tak, zgadliście) jednego dolara. Już po godzinie tak bardzo nas to zmęczylo, że naprawdę zaczęliśmy rozważać powrót, ale w końcu zapłaciliśmy za wstęp więc chcieliśmy to jak najlepiej wykorzystać.

Koniec końców, drzemka w Chichen Itza nie dorównala tej w Ek’Balam, ale oczywiście dobrze jest zobaczyć jeden z nowych Siedmiu Cudów Świata i mieć swoją perspektywę. Oczywiście nie żałujemy tej wycieczki, ale jeśli chcecie spokojnie pozwiedzać ruiny, macie tylko jedną szansę i nie obchodzi was idealne zdjęcie na Instagrama, jedźcie do Ek’Balam albo nawet do Tikal w Gwatemali. Ale o naszym następnym wypadzie do ruin w dżungli – już niedługo!

Nap in ruins of Ek’Balam / Drzemka w ruinach Ek’Balam

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

The Mayan village of Ek’Balam is not very well known among tourists, but truly breathtaking. Not only getting there is easy, but you are allowed to wander through the ruins and climb to the highest points. The structures make you feel intimidated and take you back in time. The climbs can be challenging but really worth it, and the view from the temple over other structures and jungle is one that you will never forget.

dscn0652_kindlephoto-948003

One of the first mistakes we made is not enough research about getting there. We decided to take a colectivo for 50 Pesos/person/one way and because we set off quite late, it was hard to get a ride back and the only option was a taxi, which after a long haggle they offered us 150 Pesos, but we declined and decided to wait for a cheaper collectivo. We asked a passing couple whether they were driving in our direction, which was Valladolid, and fortunately for us, they agreed to take us with them. If you are reading this, Julia and your companion – thank you again and all the best to you both! The next day we realized that all that hassle, although fun and adventorous, could have been avoided. From Valladolid to Ek’Balam there is a bus that will take you from the main bus terminal at 8am and pick you up at Ek’Balam at 12.30. It only takes 30min to get there and a return ticket costs 76 Pesos. For two people there and back in a colectivo it would have been 200 Pesos if not for the hitched ride (250 if we decided on a taxi). If you are on the budget, take the cheaper bus – four hours is enough time to see everything properly and you get to beat both the sun and the tourists.

dscn0655

Ek’Balam is still considered an archaeological site, and more elements are being excavated all the time. It’s a quiet and very atmospheric little place, with only a few souvenir shops and Mayan warriors at the entrance, so you get to see everything in peace and quiet. The entry ticket costs 193 Pesos – part of the ticket goes to the federal government, the other to the site itself, that’s why you are produced with two tickets. If you require a guide, there are a few giving tours in Spanish, English, German and French for about 500-600 Pesos. We decided to rely on the information displayed in front of each structure in Spanish, Mayan and English, but – as it turned out – the information was scarce.

dscn0681

The ruins are really enchanting and I always have a feeling of ancient energy radiating from them. To think that this magnificent pyramid was built by people who had their own thoughts, beliefs and dreams, and that they built it with a sense of purpose, makes me admire the ruins even more. The steps are tall and narrow, and ascending as well as descending did sent a chill down my spine. Looking up and looking down made me feel equally intimidated and respectful. But the view from the top took my breath away – around us only jungle, birds of pray circling above us, the other ancient structures peeking out, making this sight a memorable one.

It is possible to finish the trip with a swim in a cenote, which costs 160Pesos including rides there and back, and entry ticket. We didn’t have a chance to visit this one as 1. there is a cenote were we stayed and 2. We ran out of cash. A good tip: always carry cash with you in Mexico!

dscn0673_kindlephoto-1933710

Many people said to us that Ek’Balam is much better than famous Chichen Itza and we do agree with that in terms of it being less touristy and tacky. The possibility of climbing is also much more attractive as well as the fact that there is a swimmable cenote in Ek’Balam. We don’t encourage you to visit one site over another – try to go where you think you will feel best, and if you can, visit both sites (as we did) and have your own opinion. About Chichen Itza and how we got on – next time!

————————–

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Wioska Majów Ek’Balam nie jest zbyt dobrze znana wśród turystów, ale jest jedną z najbardziej zapierających dech w piersiach. Dotarcie do niej jest bardzo łatwe, a do tego można wejść na szczyt piramidy i podziwiać piękny widok z góry. Architektura Majów zabierze cię w podróż w przeszłość, a wchodząc na najwyższy punkt piramidy poczujesz dziwny niepokój. Wpinaczka może być trochę wzywająca, ale warta widoku, którego nigdy nie zapomnisz.

dscn0652_kindlephoto-948003

Jednym z pierwszych błędów które popełniliśmy wybierając się do Ek’Balam było brak rozpoznania w cenach transportu. Ponieważ naszą wycieczkę zaczęliśmy dosyć późno, zdecydowaliśmy się wziąć colectivo za 50 Peso/osoba/w jedną stronę. Czego nie przewidzieliśmy to to, że powrót będzie kłopotem ponieważ późnym popołudniem żadne colectivo już nie czeka. Została nam taksówka, i po długim targowaniu ustaliliśmy przejazd na 150 Peso, ale mimo tego postanowiliśmy jeszcze trochę poczekać. I dobrze zrobiliśmy! Zapytaliśmy przechodzącą parę czy jadą w naszym kierunku, którym był Valladolid, i okazało się że tak; mało tego, byli chętni nas ze sobą zabrać. Gdyby nie ten łut szczęścia, łącznie na transport wydalibyśmy 250 Peso, a jak się później okazało, można wziąć autobus z głównego terminala, w dwie strony za 76 Peso. Autobus odjeżdża z terminala w Valladolid o 8 rano i z Ek’Balam o 12.30 – przejazd zajmuje 30 minut a cztery godziny to wystarczająco długo na zobaczenie wszystkiego; nie tylko przyjeżdża się przed większymi grupami, ale także słońce nie daje tak popalić.

dscn0655

Ek’Balam to nadal aktywna strefa archeologiczna i nowe elementy są odkrywane cały czas. To bardzo ciche miejsce ze świetną atmosferą, jeszcze nie zepsute przez turystów i sklepy z pamiątkami. Przy wejściu stoją wojownicy, z którymi można zrobić sobie zdjęcie i parę turystycznych sklepów, ale potem już można zwiedzać w ciszy i spokoju. Bilet kosztuje 193 Pesos i podzielony jest na dwie części – jedna (większa) jest przeznaczona dla federalnego rządu, druga dla strefy archeologicznej, dlatego przy bramkach musimy zaprezentować obydwa bilety. Koszt przewodnika to około 500-600 Peso w języku hiszpańskim, angielskim, niemieckim lub francuskim. My zdecydowaliśmy się polegać na czytaniu informacji zamieszczonych przed ruinami (po hiszpańsku, w języku Majów i po angielsku), ale nie były one tak efektywne jak wynajęcie przewodnika.

dscn0681

Ruiny wydają się być magiczne, i ciągle miałam wrażenie że płynie z nich jakaś energia. Sama myśl, że to wszystko zostało zbudowane przez ludzi wedle ich wierzeń, marzeń i w konkretnym celu, sprawia że podziwiam je jeszcze bardziej. Schody są wysokie i bardzo strome, a zarówno wspinaczka jak i schodzenie trochę mnie zmroziło. Patrząc na piramidę z dołu i na dół z piramidy sprawiło ze poczułam dziwny niepokój, ale też szacunek dla tej cywilizacji. Ale widok z góry bije wszystko na głowę: dookoła nas dżungla, ptaki łowne szybują nad naszymi głowami a mniejsze piramidy wychylają się zza drzew. Tego się nie zapomina.

Dobrze jest zakończyć taką wycieczkę plywaniem w cenocie, które kosztuje 160 Peso za podwózkę w dwie strony i bilet wstępu. Pracownicy na pewno zachęcą was nie raz i nie dwa, ale my nie skorzystaliśmy z dwóch powodów: 1. w mieście w którym się zatrzymaliśmy jest cenota, 2. nie mieliśmy przy sobie większej ilości gotówki. Dobra rada: zawsze noś przy sobie gotówkę!

dscn0673_kindlephoto-1933710

Słyszeliśmy wiele opinii i porad, że Ek’Balam jest lepsze od sławnego Chichen Itza i jeśli chodzi o mniejszą ilość turystów i sklepów to zupełnie się z tym zgadzamy. Możliwość wejścia na piramidę jest też oczywiście bardziej aktrakcyjne, no i Ek’Balam ma cenotę w której można pływać. Jednakże nie zachęcamy nikogo do odwiedzenia takich czy innych ruin – jedźcie tam, gdzie uważacie że bedzie wam się najbardziej podobać. Jeśli mafie taką możliwość, zobaczcie parę różnych wiosek (tak jak my) i wyróbcie sobie własną opinię. O Chichen Itza i jak nam poszło – w następnym poście!

Catching ZZZ on Isla Mujeres / Spanko na Isla Mujeres

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Although Isla Mujeres is considered one of the less touristy islands, you can still find many tacky tourist shops and restaurants that cater especially for the travellers. However, the island bears its own charm in which you can endorse yourself – great beaches, beautiful water, friendly people and some unforgettable experiences.

dscn0467

Getting there

Getting to the island is pretty easy. From Cancun you can take a colectivo (shared minivan) that displays Puerto Juarez and for 8 Pesos it will take you directly to the port. There you can buy a round trip ticket which will cost you 146 Pesos – remember to buy a round trip ticket as it’s cheaper than one way and you can use it to get back to Puerto Juarez within six months. On the boat you might hear some live music so try to tip the musicians if you can – it’s usually only one person.

dscn0543

Sleeping
Once on the island, things get even easier. A tourist information is located just outside of the port if you need any advice. Our accommodation of choice was our tent, so we headed north to Poc’Na hostel, where for 110 Pesos/night/person we were provided with tent space, access to bathrooms, breakfast and WiFi. If you need a bed, the prices are about 160 Pesos for a bed in a dorm room. Not many travellers chose to camp, however.

dscn0535

Playa Norte
From the hostel it takes about three minutes to get to the beautiful Playa Norte, the North Beach. The sand is creamy white and soft, and waters are turquoise and clean. You can sit on your own blanket under palm trees or rent some beach chairs.

Getting around
Once you get bored of blaring Sun and salty water, you can take a trip down south of the island. We were walking everywhere (the island is only 7km long) but you can rent a golf car or a scooter for about 550 Pesos for eight hours or 700 Pesos for twenty four hours. Golf cars are extremely popular with tourist but we advise you to take a proper look of the surroundings by walking and therefore creating less pollution.

Turtle Farm
One of the main attractions of the island is the Turtle Farm, located almost in the centre of Isla Mujeres. Wooed by stories of conservation and protection we visited the site for 30 Pesos/person. You can tour it all in about half an hour and see turtles in different growth stages – from tiny babies to grown turtles. Since there wasn’t any precise information on how the conservation is exercised, we had some doubts about the real goal here and the site being just a tourist trap. The turtles swim in small concrete tanks and they look rather cramped. On the outside there is a big space where their eggs are being protected with wiry cages from predators and human exploitation. There is also a big natural pool where you can see adult turtles swim, almost as if they are free. Lack of information of the exact purpose of this facility (and our own research that proved insufficient) left us somewhat wondering. Are the turtles protected here and then released in the wild, or do they swim in concrete pools all their lives? We can see the object of the cages but the rest of the process is still cloudy for us. If you have any knowledge about this and can answer some of our questions, or you want to share your own experience at the farm, please do! We would love to know whether the turtles are being treated correctly – quite opposite to the enormous fish cramped in tiny tanks.

Lighthouse and ruins
Another good place (and less questionable) is the lighthouse at the southern tip of Isla Mujeres. Within a short walking distance you can also see the ruins that are not as effective as the others in mainland Mexico, but if the island is your only destination, then definitely worth seeing (entry about 30 Pesos).

dscn0505

Snorkelling
Isla Mujeres mostly attracts with its great snorkelling and diving spots. The water is warm and clean, and there is plenty to see. Going from the beach it’s not possible to swim out to see any wildlife so diving companies are thriving. In Poc’Na hostel snorkelling trips are offered for 35USD and you get to see the underwater museum as well as various wildlife. Remember to bring biodegradable suncream if you plan to snorkel or dive around the reef. And have fun, of course!

—————————

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Isla Mujeres jest uważana za jedną z mniej turystycznych wysp, ale mimo tego można tam znaleźć znaczną ilość kiczowatych sklepów i restauracji stworzonych specjalnie dla uciechy turystów. Jednakże wyspa posiada swój niepowtarzalny urok któremu ciężko się oprzeć: piękne plaże, turkusowa woda, przyjaźni ludzie i wiele niepowtarzalnych atrakcji.

dscn0467

Jak się tam dostać
Bardzo łatwo! Z centrum Cancun wystarczy złapać colectivo za 8 Peso, który jedzie w stronę Puerto Juarez lub Punta Sam (taki minivan, który odjeżdża kiedy jest wypełniony pasażerami). W porcie Juarez najlepiej kupić bilet powrotny – jest nie tylko tańszy niż bilet w jedną stronę, ale także ważny przez 6 miesięcy. Na statku będzie muzyka na żywo, więc postarajcie się dać muzykom napiwek – zazwyczaj i tak jest to jedna osoba.

dscn0543

Spanko
Po dotarciu na wyspę już jest z górki. Informacja turystyczna (w języku angielskim) jest zaraz przy porcie. My zdecydowaliśmy się spać w naszym namiocie (ze względu na budżet i preferencje) w hostelu Poc’Na za 110 Peso/noc/osoba, ale hostel oferuje też oczywiście łóżka za około 160 Peso/noc/osoba. W tej cenie znajduje się miejsce do spania, śniadanie i Wi-Fi.

dscn0535

Playa Norte
Z hostelu można przejść około 250m do pięknej Playa Norte, Północnej Plaży. Kremowy piasek, turkusowa i czysta woda – czego więcej potrzeba! Można przynieść swój własny koc albo wynająć leżaki.

Na wyspie
Kiedy już znudzi wam się piasek i plaża, można trochę pozwiedzać. Wyspa jest malutka, bo tylko 7km wzdłuż i jeśli nie macie ochoty wszędzie chodzić (my chodzimy), można wynająć samochód golfowy albo skuter za około 550 Peso za osiem godzin lub 700 Peso za całą dobę. Oczywiście nasza rada to: idźcie na spacer! Nie tylko dla zdrowia, ale także dla środowiska.

Farma Żółwi
Jedną z największych atrakcji wyspy jest farma żółwi. Skuszeni perspektywą ochrony zwierząt wybraliśmy się tam za 30 Peso/wstęp/osoba. Można zobaczyć żółwie w różnym stanie rozwoju, od malutkich okazów aż po dorosłe osobniki – całość zajmuje około 30 min. Ponieważ nie można tam znaleźć żadnych informacji o procesie ochrony, zaczęliśmy mieć wątpliwości czy to miejsce nie jest czasem tylko turystyczną pułapką. Żółwie pływają w betonowych basenach które wyglądają na dosyć zatłoczone. Na zewnątrz znajduje się siatka ochraniająca jajka przed ludźmi oraz szkodnikami, i naturalny basen, w którym pływają dorosłe żółwie – prawie jak na wolności. Brak informacji i nasze własne małe dochodzenie (bez skutku) sprawiły że do końca tak naprawdę nie wiemy jaki jest cel tej instytucji i cały proces pozostaje dla nas zagadką. Nie wiemy czy zwierzęta za chronione, czy też wykorzystywane. Także jeśli sami tam byliście i chcecie podzielić się swoimi doświadczeniami, albo posiadacie jakieś informacje, bardzo prosimy!

Latarnia morska i ruiny
Mniej zastanawiającymi miejscami są latarnia morska i ruiny na południu wyspy. Ruiny nie są tak zachwycające jak te w okolicach Valladolid, ale jeśli wyspa to wasza jedyna destynacja, to koniecznie je zobaczcie. Wstęp około 30 Peso/osoba.

dscn0505

Nurkowanie
To atrakcja przyciągająca największą liczbę turystów. Płynąc z plaży nie można tak po prostu nurkować, trzeba zapłacić nie tylko za wstęp do strefy dookoła rafy, ale także za wycieczkę łódką. W naszym hostelu wycieczki do podwodnego muzeum i nurkowanie koło rafy kosztowało 35 USD. Pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą biodegradalny krem do opalania jeśli planujecie pływać przy rafie. Miłej zabawy!

Snoozing in Toronto / Drzemka w Toronto

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Our ‘nap’ in Toronto was really short – only one day, but it was enough to appreciate this Canadian city. I (Adrianna) wanted to go there purely because of fascination of series called ‘Murdoch Mysteries’, but of course the place resembles nothing of early 20. century. When you ask around, it seems like there isn’t much to do – so a day trip was enough for us. Whether it does justice to the city, we don’t know, but here is what we have done and recommend.

dscn0430

Royal Ontario Museum – a must see, especially for us, fans of antiquity (Adrianna) and world wars (Robbie). Obviously it does not provide as much of a thrill as the British Museum, but there are many interesting sections that you can easily see in one day. The signs might be a bit confusing sometimes so definitely take a map at the ticket office. Entry is $17 for an adult and $15.50 for a student.

dscn0427

Near the museum there is a park where you can take a short break and watch black squirrels – they were quite a phenomenon for us to see; they are really big and the ones living in the city quite confident. From there we walked to Kensington Market and it is quite a walk so if you don’t fancy that, there is a tube that will take you nearby if you board a train at Museum station going south and get off two stations later. A short walk from Kensington there is Chinatown, something that every big city has and does not differ much from the ones in other places.

dscn0442

CN Tower is quite a thing in Toronto and you can even go up and see the skyline of the city, as well as (weather permitting) walk on the side of the tower – outside! Since we have lived in Dusseldorf and seen such a tower everyday, we were not tempted to do it.

dscn0451_kindlephoto-6760336

Then you have all the big glass and aluminium buildings that on some people might make an impression – but we were not interested in watching this concrete jungle so we headed back to our place. Although Toronto seems like a big city, it’s actually quite calm and bereable, although for us only for a day.

dscn0448

———————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Nasza ‘drzemka’ w Toronto trwała krótko, bo tylko jeden dzień, ale wystarczająco długo żeby docenić to kanadyjskie miasto. Ja (Adrianna) chciałam tam pojechać ze względu na fascynację serialem ‘Detektyw Murdoch’, ale Toronto nie ma już nic ze swojego uroku wczesnego XX. wieku. Jeśli zapytacie mieszkańców co jest warte zwiedzenia i zobaczenia nie dostaniecie odpowiedzi wartej Londynu, ale oto co zrobilismy w jeden dzień i polecamy.

dscn0430

Królewskie Muzeum Ontario – zdecydowanie tak! Zwłaszcza jeśli jesteś fanem starożytności (tak jak Adrianna) lub wielkich wojen (to oczywiście Robbie). Oczywiście to miejsce nie jest tak wspaniałe jak Brytyjskie Muzeum, ale w jeden dzień można zwiedzić wiele ciekawych sekcji. Znaki czasami nie mają sensu więc lepiej wziąć mapę przy kupnie biletu, który kosztuje $17 za osobę dorosłą i $15.50 dla studentów.

dscn0427

Zaraz obok muzeum znajduje się park, i pewnie myślicie ze w parkach nie ma nic specjalnego, (my też tak sądziliśmy) ale  całkiem duże wrażenie zrobiły na nas ogromne czarne wiewiórki, które w miastach są całkiem przyjazne. Po odpoczynku w parku dobrym miejscem jest market Kensington i jeśli nie chce wam się chodzić, wsiądźcie na stacji Muzeum do metra kierującego się na poludnie i dwie stacje dalej już jestescie tuż przy markecie. A zaraz obok jest Chinatown, znana z wielu wielkich miast, i chociaż w tej nie ma nic aż tak specjalnego, nadal może być waszym przystankiem.

dscn0442

Wieża CN to chyba najczęściej odwiedzany obiekt w Toronto – można wjechać na samą górę a nawet przejść się po kopule i to na zewnątrz! Ponieważ mieszkaliśmy w Dusseldorfie obok podobnej wieży, nie mieliśmy ochoty na oglądanie miasta z góry.

dscn0451_kindlephoto-6760336

Oczywiście wielkie budynki ze stali i szkła mogą być atrakcją samą w sobie, ale my nie byliśmy nnimi zachwyceni, więc zdecydowaliśmy się na powrót do naszego lokum. I chociaż Toronto wydaje się być ogromnym miastem, to mimo wielkości jest całkiem spokojne i my nie mieliśmy tam żadnego problemu – ale jeden dzień to dla nas wystarczająco długo w takiej metropolii.

dscn0448

Nap at the Niagara Falls! / Drzemka przy wodospadzie Niagara!

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

We can finally continue with the ‘snoozing around the world’ theme of this blog, and this time we had a nap at Niagara Falls!

We only planned a one day trip to these spectacular falls and although we took our time to explore the area, there is still so much to do there that if it’s possible for you, stay a bit longer. We only had a chance to see the falls from the Canadian side so here is what you can do there and make the most of your stay at Niagara.

dscn0369

We have set off from Stoufville, Ontario, and it took us just over an hour on the train to get to the Union Station in Toronto. Most of the connections go through this main station of Toronto, so if you are staying in or around the city, this will most likely be the place of your departure. From the Union Station take a train to Burlington – this trip takes an hour – and from Burlington there is a bus that will take you straight to Niagara, which takes an hour and a half. The connection is easy because the bus stop (no. 12) is just outside the train station and the bus will wait for you if the train is delayed. The price for this journey is about $15 one way but because we had a day pass (since we didn’t know when we would be coming back) the prices might differ slightly. The falls are about 3km from the station and if you don’t want to walk, there is always a local bus. Either way, it’s quite a long trip that definitely deserves a nap!

But no rest for the wicked and Niagara Falls is waiting! It is totally free to see the falls from the walkway and for many people it can definitely be enough – you can observe the falls from above to see how water crashes at the bottom and admire the great mist that it causes. However, there is so much more to see and do, so if you have more time, use it!

Firstly, there is a possibility of getting really close to the falls on a boat, which takes about 20 minutes and costs $20. You do get a red poncho but don’t be fooled, the falls won’t leave a single dry thread on you!   But this experience is too amazing to miss it!

dscn0398

Second great thing is a walk ‘behind the falls’ so you get to see the caves and stand on a platform right next to the falls. You get a yellow poncho this time but again, it’s the falls, and most of the water and mist lands on you either way. You don’t actually go ‘behind the falls’ but it’s worth it all the same.

Then you have all the fun possibilities that can make your stay better – you can go to the US part of the falls to see it from a slightly different view. There are some restaurants near the bank if you want to enjoy the falls while taking a break. You can take a ride on a Ferris wheel, play crazy golf or go swimming in aquapark. There is definitely something for everyone within reasonable price range. However, we do not encourage you to pay for entertainment that involves animals – like rides in a horse buggy and especially ones involving dolphin shows and interaction with other marine life. You are paying for their ongoing suffering that shouldn’t take place.

dscn0393

A trip to Niagara will be all that better if you pick a right time to see it. Summer is of course the busiest of times and we think that mid October might be the answer. There are still some warm days (we were walking in t-shirts) and the crowds are definitely more manageable. Another time to see the falls can be winter, when Niagara freezes and provides another great view. Either way, it was another fine trip!

—————

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Nareszcie możemy kontynuować ‘drzemkę dookoła świata’ i tym razem ucięliśmy sobie jedną koło wodospadu Niagara!

Ten wypad zajął nam tylko jeden dzień, ale jeśli macie okazję pobyć tam dłużej, zróbcie to! W Niagarze jest masa świetnych atrakcji które zajmą więcej niż jeden dzień. My mieliśmy okazję zobaczyć wodospad tylko z kanadyjskiej strony, dlatego przedstawiamy Wam krótki plan podróży i listę fajnych atrakcji.

dscn0369

Naszą podróż do Niagary zaczęliśmy w Stoufville, Ontario, skąd zajęło nam około godziny aby dostać się pociągiem do Toronto. Większość połączeń z okolic Toronto przebiega przez Union Station i jeśli wybierasz się do Niagary, to właśnie stamtąd najlepiej jest zacząć, biorąc pociag do Burlington, który zabierze nas tam w godzinę. W Burlington trzeba przesiąść się w autobus, który w dwie i pół godziny zabierze nas prosto do Niagary, ale żeby zobaczyć wodospad trzeba przejść ze stacji około 3km – jeśli to dla ciebie za dużo, zawsze możesz wziąć lokalny autobus ktory zabierze cię dosłownie ‘pod drzwi’. Koszt takiej przejażdżki to około $15 w jedną stronę. My kupiliśmy przepustkę na cały dzień bo nie wiedzieliśmy kiedy zamierzamy wracać, ale jeśli znacie dokładne godziny powrotu, ceny mogą się troszeczkę mniejsze. Taka podróż zasługuje na drzemkę!

Ale w Niagarze nie ma czasu do stracenia! Sama obserwacja wodospadu nic nie kosztuje; można przejść się obok rzeki aż do samej Niagary i zobaczyć z góry jak woda rozbija się o dno i tworzy fascynującą mgłę. Ale jeśli masz więcej czasu, użyj go!

Na przykład na przejażdżkę łódką, która zabierze Was na spotkanie ‘twarzą w twarz’ z wodospadem. Koszt to $20 za około 20 minut i chociaż dostaniecie czerwony płaszcz, nie uchroni on Was przed przemoknięciem do suchej nitki! Ale lepsze to niż ominięcie takiego przeżycia.

dscn0398

Drugim świetnym pomysłem na spędzenie czasu w Niagarze jest spacer ‘za wodospadem’. I chociaż tak naprawdę nie widzimy wodospadu z drugiej strony, to mamy okazję przejść się jaskiniami które znajdują się za Niagarą, posłuchać jej brzmienia i na końcu stanąć na platformie zaraz obok wodospadu. Tym razem żółty plaszcz też nikogo nie uchroni.

Innych atrakcji jest cała masa – można przejechać przez granicę do USA i zobaczyć wodospad z innego punktu. Nad brzegiem rzeki jest parę restauracji, ale wiadomo jak to jest z cenami w takich miejscach. Świetny widok można podziwiać z diabelskiego młynu, ale dobrą rozrywką może być też gra w szalonego golfa z przeszkodami albo parę godzin w zakrytym Aquaparku. Odradzamy jednak atrakcje ze zwierzętami jak przejażdżka wozem konnym albo pokaz delfinów. Płacimy tylko za cierpienie które nie powinno mieć miejsca a zwierzęta powinny znajdować się na wolności.

dscn0393

Wycieczka do Niagary będzie jeszcze lepsza jeśli wybierzecie dobrą porę na zwiedzanie. Lato jest oczywiście najbardziej zatłoczone dlatego dla nas połowa października była strzałem w dziesiątkę – można jeszcze złapać trochę słońca (my chodziliśmy bez swetrów) a tłumy nie działają tak bardzo na nerwy. Ale dobrym czasem może być też zima, kiedy wodospad zamarza i formuje niepowtarzalny widok. Tak czy siak, Niagara jest zdecydowanie warta zachodu!

Must-dos and -sees of Prince Edward Island / Co trzeba zrobić i zobaczyć na Wyspie Księcia Edwarda

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

It seems like this tiny island would not have much to offer, especially when comparing it to – let’s say – British Columbia. But you couldn’t be more wrong. The island is vibrant and full of entertainment, especially during the summer. Here are some things that you might want to consider when visiting this charming place:

1. Green Gables – it’s a total must-do! The island lives and breathes Anne. Every step you take, she will be there. In Cavendish you get a chance of introducing yourself to the story (if you’re not already familiar with it) and see the house and its surroundings that made the Island famous thanks to the books.

Entry fee: $7 CAN for an adult (not open all year round so check the website before visiting)

Don’t forget to walk the nearby Avonlea village – many shops and restaurants have been created to bring the spirit of 1900s, and the name of the village pays a tribute to the fictional community from the books. Then spend the rest of the afternoon at the Cavendish beach – the views will show you the real beauty of the Island.

IMAG0710

2. Anne of Green Gables Musical – since you are on the island, everything is Anne. This musical has been played regularly for so long, it has made the Guinness world record! You don’t want to miss this gem.

Entry fee: tickets starting from $25 CAN

3. Lighthouses – wherever you are staying, one of them will certainly be close to you. Lose yourself in many stories (every lighthouse has one – how true they are, nobody can tell) and great views. The lighthouses are now automated so they don’t need anyone to keep them anymore. Therefore, the government has given them to the communities and now a bunch of volunteers are taking care of them.

Entry fee: $5 CAN/adult, $2 CAN student ticket

dscn0222_kindlephoto-2896638

4. Confederation trail/old railway trail – trains do not operate here anymore and the tracks were stripped in early 90’s, making it a great opportunity to experience the nature of the island. You can bike from one tip of the island to another, learning about the Confederation and old railway at the same time. No motored vehicles are allowed.

Entry fee: free

dscn0209

5. Coastal drive – if you are planning a road trip, this one is for you! The road runs very close to the water and all around the Island. On your way you can visit the lighthouses, distilleries, pottery shops and many more.

Entry fee: free

wp_20160911_14_23_10_pro

6. Beaches – with white sand and clear water, this is exactly what you need for a cool down after a long drive. The best ones might be harder to find, but are worth it all the same! For us, Big Point and Singing Sands did the trick.

Entry fee: free

wp_20160903_17_42_54_pro

7. Annual 70-mile yard sale – our previous post covers it all! Miles and miles of sales, not to be missed!

Entry: free

8. Pow-wow – every year the indigenous people organize a gathering to share the culture and tradition. Many great things to experience.

Entry: free

Enjoy the Island!

————————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Może się wydawać, że ta mała wysepka ma niewiele do zaoferowania, szczególnie w porównaniu z – powiedzmy – Kolumbią Brytyjską. Nic bardziej mylnego! Wyspa jest pełna atrakcji, szczególnie w trakcie lata. Oto kilka rzeczy, które możecie zrobić odwiedzając tą wyspę:

1. Zielone Wzgórze – koniecznie trzeba zobaczyć! Wyspa żyje i oddycha Anią, tutaj spotkasz ją na każdym kroku. Jeśli nie znasz historii z książek, w Cavendish masz szansę się z nią zapoznać i zobaczyć na własne oczy dom z książki, która uczyniła wyspę sławną.

Wstęp: 7 dolarów kanadyjskich za osobę dorosłą (otwarte tylko w wybranych miesiącach, lepiej sprawdzić stronę internetową przed przyjazdem)

Oczywiście nie zapomnijcie przejść się uliczkami wioski Avonlea, która została zbudowana na wzór domów z początku XX. wieku. Swoją nazwę zawdzięcza fikcyjnej społeczności z książek o Ani. Popołudnie najlepiej spędzić na plaży w Cavendish, by móc docenić prawdziwe piękno Wyspy.

IMAG0710

2. Musical ‘Ania z Zielonego Wzgórza’ – jesteś na Wyspie, więc wszystko jest Anią. Ta sztuka jest grana od tak dawna, że została zapisana w Księdze Rekordów Guinnessa! Nie możecie tego przegapić.

Wstęp: ceny zaczynają się od 25 dolarów kanadyjskich

3. Latarnie morskie – gdziekolwiek jesteś, jedna z nich z pewnością będzie blisko. Poznaj ciekawe historie z nimi związane (ich prawdziwość jest czasem wątpliwa) i podziwiaj widoki. Ponieważ latarnie są operowane automatycznie i latarnicy nie są już potrzebni, rząd Wyspy sprzedał latarnie ich społecznościom, które się nimi teraz opiekują jako wolontariusze.

Wstęp: 5 dolarów kanadyjskich za osobę dorosłą, 2 za bilet studencki

dscn0222_kindlephoto-2896638

4. Szlak Konfederacji/stara droga kolejowa – pociągi już nie operują na Wyspie, a tory zostały zlikwidowane na początku lat dziewięćdziesiątych. Teraz jest to wspaniała okazja by doświadczyć prawdziwą naturę wyspy. Można przejechać rowerem z jednego końca Wyspy na drugi, poznając historię Konfederacji i kolei. Prowadzenie motoryzowanych pojazdów jest niedozwolone.

Wstęp: wolny

dscn0209

5. Przejażdżka po wybrzeżach Wyspy – jeśli planujesz road trip, ta opcja jest dla ciebie! Droga prowadzi bardzo blisko wody i została zbudowana dookoła wyspy. Po drodze można zwiedzić latarnie morskie, warsztaty garncarskie, destylarnie i wiele innych.

Wstęp: wolny

wp_20160911_14_23_10_pro

6. Plaże – po długiej drodze biały piasek i czysta woda jest tym czego potrzebujesz. Najpiękniejsze plaże mogą okazać się trudne do znalezienia, ale są tego warte. Według nas najlepsze były Big Point i Singing Sands.

Wstęp: wolny

wp_20160903_17_42_54_pro

7. Coroczna 70-milowa wyprzedaż garażowa – nasz poprzedni post tłumaczy wszystko! Wyprzedaż ciągnie się dosłownie kilometrami – nie do przegapienia.

Wstęp: wolny

8. Pow-wow – rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej organizują zgromadzenia, które mają na celu przybliżyć ich kulturę i tradycję. Wspaniale doświadczenie.

Wstęp: wolny

Miłego pobytu na Wyspie Księcia Edwarda!

70-mile yard sale! / 70-milowa wyprzedaż garażowa!

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Well, that was something! We set off on a Saturday morning to see what it was all about, and it turned out really amazing! Since it was our first experience of such a lenghty yard sale, we were truly fascinated by it. Firstly, people have put adverts in a local bulletin of what they will be selling, on what day and how long for. Secondly, our hosts marked the way and sales that were of interest. Thirdly, we divided our six-people-group into two cars and set off to browse!

dscn0254

Yard sales were stretched over a seventy mile loop, and although we didn’t visit each one, we saw a great deal of them. People were selling everything: from doors, tools and kitchen equipment, through clothes, electronic and toys, all the way to junk figurines, old papers and registration plates. But if you like something, you better hold on to it!

dscn0260

North American yard sales are exactly what they are when we see them on TV: people have their tables out, garages open, they prepare snacks and barbeque that they sell, and tens of people are looking through displayed items. Of course mistakes happen and our host Sharon tried to buy shoes that belonged to the seller. However, it is not as much a crime as selling alcohol 🙂

dscn0263

We have wandered for hours, from one vendor to another, and saw many good stuff, from which we picked our Prince Edward Island souvenir – a registration plate and for only two dollars. Our hosts, however, have bought many other stuff, ranging from paints, through teacups to cakes and shutters. We talked to many interesting people, saw others haggling for lower prices and ventured through almost one third of the island during this 70-mile yard sale. What a day!

————————–

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

To było coś! Nasza pierwsza wyprzedaż garażowa rozciągnięta na obszarze siedemdziesięciu mil była bardzo oryginalnym doświadczeniem! Najpierw ci, którzy chcą taką wyprzedaż zorganizować, ogłaszają się w lokalnym biuletynie: co chcą sprzedać, gdzie się znajdują i jak długo tam będą. Potem nasi gospodarze zaplanowali trasę i zaznaczyli te wyprzedaże, które ich najbardziej interesowały. W końcu nasza sześcioosobowa grupa zapakowala się w dwa samochody i wyruszyliśmy na poszukiwania!

dscn0254

Mimo tego, że trasa przypomina koło, nie odwiedziliśmy każdej wyprzedaży – są ich dziesiątki. Ludzie sprzedają po prostu wszystko: od drzwi, narzędzi, przyborów kuchennych, przez ubrania, elektronikę i zabawki aż po figurki, gazety i tablice rejestracyjne. Ale jeśli coś ci się podoba, lepiej się tego trzymaj zanim ktoś inny sprzatnie ci twoja zdobycz sprzed nosa.

dscn0260

Północno amerykańskie wyprzedaże garażowe są dokładnie tym, czym zazwyczaj widzimy je w telewizji: ludzie wystawiają stoły ze swoimi produktami lub otwierają garaże, pieką ciasta i przygotowują grilla, a dziesiątki ludzi przebierają w równie licznych przedmiotach. Czasami oczywiście zdarzają się pomyłki- nasza gospodyni Sharon próbowała kupić buty należące do sprzedawcy, ale nie jest to taką wielką zbrodnią jak sprzedaż alkoholu 🙂

dscn0263

Tułaliśmy się godzinami od jednej wyprzedaży do drugiej, gdy w końcu wybraliśmy naszą pamiątkę z Wyspy Księcia Edwarda – tablicę rejestracyjną za całe dwa dolary. Nasi gospodarze kupili masę innych rzeczy, od farb, przez filiżanki aż po ciasta. Udało nam się porozmawiać z wieloma interesującymi ludźmi i zobaczyć jak inni się targują o ceny. Zobaczyliśmy też prawie jedna trzecią Wyspy – co za dzień!

What you need to know about PEI’s community / Co powinniście wiedzieć o społeczności Wyspy Księcia Edwarda

POLISH VERSION HERE / POLSKA WERSJA TUTAJ

We had a chance to experience Prince Edward Island’s community on more than one occasion, however two events had the biggest impact on our opinion on this topic: a pageant and a children’s parade. They showed us the true community spirit and sharing, but also raised many debates about nepotism, isolation and rejection.

Our first encounter with PEI’s community was fully positive and showed us the impact that a small group of people can have on local people and government. It was a community pageant simply titled ‘The River Clyde’ and its objective was to raise awareness about local environment and the consequences of polluting the river by the locals. Yet it was not another boring performance – we had to walk along the river to see consecutive scenes being played and the main actors went on this journey with us. It started with three children trying to go fishing in the River Clyde but finding out that there is no more fish in the water as all of them have escaped due to pollution. Instead they have grown legs and went inland but then found out that they cannot live without water either. So the three children and the legged fish go on a journey to discover the reason for the river’s heavy pollution.

dscn0159
Fish with legs 🙂

As we pass different creatures explaining how the usage of chemicals in potato farming have caused the river to kill most of its inhabitants, we cannot help but wonder who stands behind this creative action for the environment. We had a chance to talk to the director of the pageant who explained that the everything we saw was created and played by volunteers! To achieve such effects, people have gathered together for months rehearsing, sewing costumes and preparing the path for the play. Nowhere else did we see such involvement by the local people to help their environment; it was truly wonderful to see how they all got together in order to raise awareness; to see their unity, eagerness and readiness for action, both from adults as well as children.

dscn0177
Mermaids

The second encounter of the PEI’s community was during our stay in Gairloch, Belle River. Our WWOOFing host took us to her neighbours’ house for a children’s parade. And I bet it does not match anyone’s expectations of hundreds of children marching on the street, surrounded by their cheering parents. It was a small backyard party of twenty people in funny costumes, adults and children alike, marching around the house and making as much noise as possible.

dscn0181
Parade pt. 1

The beauty of it is that a small community like Gairloch is able to get together and organize a small party for the children during the summer. Moreover, every family made a salad or a cake to share with other people, also there was a campfire with marshmallows and a football/soccer game. It’s not only big cities where fun things happen- a small community where everyone knows each other offers entertainment for everyone as well as help when needed and communal prosperity.

dscn0194
Parade pt. 2

Unfortunately, although a small community can be of great value, it can also be associated with a few problems. With people living so close together for many years, a special bond is created between them, one that brings them a certain sense of belonging. Therefore, they might feel that this sense of belonging is threatened when new people arrive at their community grounds. As we have spoken to one of the ‘newcomers’ (he moved to Gairloch five years ago), we have found out that this person still does not feel welcome in the community as it is closed to anyone who did not grow up there and has no ties to this place. So it is not as idyllic as it firstly seems to be.

Those who are Island born and bred can be seen rejecting newcomers with strange hostility – the first question that people ask is whether you are an Islander, and the answer determines the quality of conversation. To them it is as important as matter of life and death, to us it seems like another obstacle in creating healthy relations. Why does it matter so much where are you from? If you have been on the Island since you were born, as were your ancestors, is that a valid argument to reject someone’s presence? How come it is so easy to do when those ancestors of yours must have killed and robbed so many people for you to be here? Without any answers to these questions, we simply observe as our hosts are being asked again where they are ‘originally’ from (because obviously they do not belong to the Island).

With the ever present beauty of the Island we can see how people might want to be protective if it, however there is a thin line between protection and rejection. The Islanders isolate themselves from the ‘outsiders’, trying to give everyone their place, put them on their ladder of the hierarchy. You might want to say ‘it’s ok to protect your country/land/community’ and I will agree with you. But the viciousness is not needed where the danger is not present.

———————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Udało nam się w pewnym stopniu poznać społeczność Wyspy Księcia Edwarda, ale dwa wydarzenia mają szczególny wpływ na naszą opinię na ten temat: widowisko i parada dzieci. Obydwa wydarzenia nie tylko pokazały nam prawdziwego ducha małych społeczności, ale także wniosły debaty o nepotyźmie, odrzuceniu i izolacji.

Nasze pierwsze doświadczenie było bardzo pozytywne i pokazało nam jak wielki wpływ na środowisko i lokalny rząd może mieć mała społeczność. Widowisko pod prostym tytułem ‘Rzeka Clyde’ miało na celu zwiększenie świadomości o lokalnym środowisku i konsekwencjach jakie niesie ze sobą zanieczyszanie rzeki. Chociaż brzmi to jak kolejne nudne przedstawienie – nic z tych rzeczy! Zeby zobaczyć następną scenę widzowie muszą spacerować brzegiem rzeki, a główni bohaterowie im w tym towarzyszą. Tematem przewodnim widowiska była wyprawa trójki dzieci na ryby, ale odkrywają oni że w rzece nie mieszkają już żadne stworzenia ponieważ ludzie zbyt ją zanieczyścili. Ryby wykształcily nogi by wyjść na brzeg, ale szybko odkryły że na lądzie też nie mogą przetrwać z powodu braku wody. Więc trójka dzieci i chodząca ryba wyruszają w podróż aby dowiedzieć się dlaczego rzeka jest tak zanieczyszczona.

dscn0159
Ryba z nogami 🙂

Podczas kolejnych scen mijamy różne stworzenia które tłumaczą nam, że zanieczyszczenie rzeki spowodowane jest nadużywaniem chemikaliów w przemyśle ziemniaczanym, ale w tym samym czasie zastanawiamy się kto stoi za tą fantastyczną inicjatywą. Mieliśmy szansę porozmawiać z reżyserem widowiska, który wytłumaczył nam że wszystko co zobaczyliśmy zostało przygotowane przez wolontariuszy! Przez parę miesięcy spotykali się aby ćwiczyć kwestie, szyć kostiumy i przygotować drogę nad rzeką. Nie przypominamy sobie, żebyśmy kiedykolwiek doświadczyli takiej spójności w małej społeczności, takiej która ma na celu uświadomienie społeczeństwa i dotyczy zarówno dorosłych jak i dzieci.

dscn0177
Syreny

Nasze drugie doświadczenie miało miejsce w Gairloch, Belle River, gdzie nasza gospodyni WWOOF zabrała nas na paradę dzieci. I nie chodzi tutaj o setki maszerujących dzieci i wykrzykujących ich imiona rodziców. To była mała parada zorganizowaną na tyłach domu sąsiadów, w której brali udział wszyscy rodzice, dziadkowie i oczywiście dzieci; wszyscy maszerowali dookoła domu w kolorowych kostiumach robiąc jak najwięcej hałasu.

dscn0181
Parada cz. 1

I na tym polega piękno społeczności Wyspy Księcia Edwarda – jest ona w stanie zorganizować dzieciom rozrywkę podczas lata, kiedy ich znajomi wyjechali gdzieś indziej na wakacje. Ludzie chcą się spotykać i spędzać razem czas. Co więcej, każda rodzina przygotowała jakąś przekąskę, a potem każdy mógł podgrzać pianki przy ognisku czy pograć w piłkę – zabawa dzieje się nie tylko w wielkich miastach. Mała społeczność, w której każdy się zna, jest w stanie zaoferować dobrą zabawę oraz pomoc gdy zajdzie taka potrzeba.

dscn0194
Parada cz. 2

Niestety, mimo tego że bycie członkiem małej społeczności ma wiele zalet, można zauważyć wiele problemów które się z tym wiążą. Ludzie mieszkający ze sobą przez wiele lat formują pewnego rodzaju więź, która daje im poczucie przynależności. Dlatego też ci ludzie mogą czuć, że ta więź jest zagrożona w związku z przyjazdem nowych mieszkańców. Jeden z takich ‘nowych przybyszów’ (wprowadził się do Gairloch pięć lat temu) zdradził nam, że nawet po tych latach spędzonych w społeczności nadal nie czuje się miło widziany a społeczność jest zamknięta dla każdego kto nie miał szansy być jej częścią od swoich narodzin. Więc nie wszystko jest tak idealne jakby się mogło wydawać.

Ci, którzy urodzili się i wychowali na Wyspie, traktują przybyszów z niespotykaną niechęcią – pierwsze pytanie jakie jest komukolwiek zadawane to czy dana osoba pochodzi z Wyspy, a odpowiedź determinuje atmosferę dalszej rozmowy. Dla Wyspiarzy jest to niemal sprawa życia i śmierci, dla nas jedynie kolejna przeszkoda w budowaniu zdrowych relacji. Dlaczego to, skąd jesteś, ma takie wielkie znaczenie? Jeśli urodziłeś się na Wyspie tak jak twoi przodkowie, jakie prawo daje ci to aby odrzucić kogoś oraz jego obecność? Dlaczego jest tak łatwo to robić, gdy ci przodkowie rabowali i zabijali by opanować Wyspę? Bez żadnych odpowiedzi na te pytania już tylko obserwujemy naszych gospodarzy, gdy po raz setny ktoś zadaje im pytanie skąd tak NAPRAWDĘ są (bo przecież na pewno nie są z Wyspy…).

Piękno naturalnej przyrody na Wyspie nieco tłumaczy dlaczego Wyspiarze tak bardzo starają się ją chronić; istnieje jednak cienka linia pomiędzy ochroną a odrzuceniem. Wyspiarze izolują się od ‘przybyszów’ i próbują każdego zaszufladkować, dać miejsce na drabinie hierarchii. Możecie powiedzieć ‘ochrona swojego miejsca/kraju/społeczności jest w porządku’ i ja się z wami zgodzę. Ale taka reakcja nie jest potrzebna gdy zagrożenie jest nieobecne.