Nap in Tikal and a ride from hell / Drzemka w Tikal i jazda z piekła rodem

POLSKA WERSJA TUTAJ

We have finally reached Guatemala! This country is truly breathtaking and we decided to rest our weary heads in Flores, which is a small but charming little place. Of course, just as we were going to book last available hostel, someone was faster. We were left with only one option, the exactly same one we discarded because in order to get there, we had to take a boat.

We are so happy now that this was the last one left! Owner Neil is one of the best people we have met during our travels. He told us stories about tensions between Guatemala and Belize, and what kind of lives people lead in these countries. Of course, poverty is one of the biggest problems – however, there are other historical factors like colonization and right to territory that make up the politics today.  The hostel itself is surrounded by the jungle, so we get to wake up to the sounds of exotic birds and fog of rainforest.

For travellers, Flores is mostly just a stop between Mexico and Semuc Champey or Antigua, and another chance to see Mayan ruins in Tikal. This was also the first time when we dealt with ever present scams of Central America. Fake tickets for non-existent buses to Tikal and other places are being sold, and sometimes a rejection means threats, stealing or fights. We have bought a ticket from what we thought was a travel agency but they put us on a bus that took us to some market in the middle of nowhere. Then they took our bags, threw them on top of another ‘chicken bus’ and packed us with locals who literally sat on each other’s laps. The driver was exchanging jokes on the phone while driving 120km/h on uneaten road with gale surrounding us – I literally almost started to pray to all the gods I knew.

When eventually we were dropped off at the ticket office and our bags were also dropped (literally), we found out that there is another 10km to go to the actual archaeological site. Fortunately, another bus (a properly organized one) agreed to take us and we found ourselves in a deep deep jungle, where we decided to stay the night.

Before that we got a chance to explore the ruins of Tikal and see its inhabitants. Monkeys, Quetzalcoatl, toucans and coati were keeping their distances, but it was a delight to see those beautiful animals in the wild. The ruins were also impressive, but the best part was our night in the real jungle, where we got woken up by howler monkeys at sunrise and upon exiting our tent we found a coati running away with our bag of nachos. This crazy ride was definitely worth such sights!


POLSKA WERSJA

Nareszcie dotarliśmy do Gwatemali! Widoki naprawdę zapierają dech w piersiach, więc postanowiliśmy zatrzymać się w malowniczym miasteczku Flores. Oczywiście podczas rezerwowania ostatniego dostępnego hostelu ktoś nas uprzedził, więc zmuszeni byliśmy pojechać – a dokładniej popłynąć – do innego hostelu położonego po drugiej stronie jeziora. I chociaż na początku nie braliśmy tego miejsca pod uwagę, teraz cieszymy się że nie było wolnych miejsc we Flores!

Właściciel Neil przybliżył nam politykę Ameryki Środkowej, napięcia między Gwatemalą a Belize i ich wpływem na życie ludzi. Nie chodzi tylko o biedę, która tutaj jest wszechobecna, ale o pozostałości po kolonizacji i walkę o terytorium, które są głównym tematem politycznym. Po interesujących dyskusjach wracamy do bungalowa z moskitierą zamiast okien, który stoi pośrodku lasu deszczowego, a rano budzi nas śpiew egzotycznych ptaków i mgła.

Dla podróżników Flores jest głównie przystankiem między Meksykiem a Semuc Champey lub Antiguą, ale też dobrą okazją na zwiedzenie kolejnych ruin miasta Majów. Najlepszą formą transportu są autobusy, ale trzeba uważać na nieprawdziwe bilety – to był także pierwszy raz gdzie zetknęliśmy się z wszechobecnym oszukiwaniem turystów i podróżników. Nasze bilety kupiliśmy z, jak nam się wydawało, agencji podróżniczej. W dniu wyjazdu kierowca zawiózł nas na targ w bliżej nieokreślonym miejscu, wrzucił nasze torby na dach tzw. ‘chicken bus’, a nas zapakował z Gwatemalczykami ściśniętymi jak sardynki. Kierowca drugiego autobusu wymieniał z kimś żarty przez telefon i jechał 120km/h na nieubitej drodze podczas tropikalnej ulewy, a ja już prawie zaczęłam modlić się do wszystkich bogów.

Podrzucono nas (prawie dosłownie) obok budki z biletami, a nasze plecaki zostały (dosłownie) zrzucone. Wtedy dowiedzieliśmy się, że ruiny są jeszcze 10km stąd oraz że nasz autobus nam zwiał. Na szczęście następny autobus był prawdziwie turystyczny i pilot tej wycieczki zgodził się nas zabrać za darmo aż pod bramy ruin, gdzie zdecydowaliśmy się zostać na noc w głębokiej, głębokiej dżungli.

Przed zapadnięciem zmroku mieliśmy szansę jeszcze podziwiać faunę i florę tego miejsca. Dzikie małpy, ostronosy, tukany i koati były ucztą dla oczu. Najlepszą częścią tej wyprawy były wyjce, które obudziły nas przed świtem i koati uciekający z paczką naszych nachosów. Ta piekelna jazda autobusem była jednak tego warta!

Nap in Mahahual / Drzemka w Mahahual

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Mahahual can really be described in one sentence: Caribbean vibe, lush beaches, great diving spot and one main street. And what’s great about it is that all of this makes it a perfect place to be!

DSCN0815

A good first thing to know is that locals divide tourists into two groups: backpackers and cruise people. If you are in the first group, make sure you emphasize that every time you make a purchase. Why? If you are a rich American on the cruise, you get charged even three times as much. A good example is buying a coconut for which we paid one dollar versus three dollars for the Americans standing behind us. For some reason the locals like you more if you stay in one of the hostels or hotels.

DSCN0823

Everywhere you go – Tulum, Cancun, Isla Mujeres – you probably hear that they are the best spots to snorkel or dive. Apparently the reef is a bit dead in the north and elusive Mahahual has it all. We’re not buyest (well, maybe a little bit) but the reef here thrives with life and there are about 15 spots that you can visit. If you have a car, try to go even more south to Xcalak – it’s supposed to be even better.

DSCN0862

Of course the beaches are wonderful and the water is super warm and clean. You can spot some rays and fish right from the shore! Beaches are swarmed with beach chairs and umbrellas, but in most places you can just sit on one without paying and relax. Krazy Lobster has even free margaritas.

DSCN0860

So sit back, get that book you always wanted to finish and relax! There is no better place for that than Mahahual. Can you hear the Caribbean calling already?
——————————————————————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Mahahual można opisać w jednym zdaniu: karaibska dusza, piękne plaże, świetne nurkowanie i jedna główna ulica. I co najlepsze, ta mieszkanka sprawia że dobrze jest tutaj zostać na dłużej!

DSCN0815
Na początek warto zapamiętać, że sprzedawcy dzielą klientów na dwie kategorie: podróżników i ludzi z luksusowych rejsów. Jeśli jesteś w tej pierwszej grupie upewnij się że sprzedawcy to wiedzą za każdym razem. Dlaczego? Bogaci Amerykanie płacą nawet trzy razy więcej, gdyż każdy uważa że skoro stać ich na rejs, mogą też płacić więcej za wszystko inne. Także za kokosa my płacimy dolara podczas gdy oni – trzy dolary. Z jakiegoś powodu lokalni lubią cię bardziej gdy śpisz w hostelu lub lokalnym hotelu.

DSCN0823
Jeśli jesteście/byliście w Cancun, Tulum albo na Isla Mujeres, na pewno ciągle słyszycie że to są najlepsze miejsca do nurkowania. Podobno rafa tam na północy jest już niestety bardziej martwa a ciężko dostępne Mahahual ma to wszystko. Oczywiście nie faworyzujemy żadnego miejsca (no, może trochę), ale w Mahahual można wybrać jedno z piętnastu miejsc do nurkowania, gdzie rafa wprost tętni życiem. Jeśli macie samochód, jedźcie jeszcze dalej na południe do Xcalak – mniejsze miasteczko ale z pewnością lepsze wrażenia.

DSCN0862
Oczywiście plaże są przepiękne, a woda czysta i cieplutka. Już z brzegu można zaobserwować kolorowe rybki a nawet płaszczki. Plaże roją się od leżaków i parasoli (i nie od turystów), ale w większości miejsc można usiąść bez płacenia – Szallllony Homar oferuje nawet darmową margaritę.

DSCN0860
Więc usiądź wygodnie, dokończ wreszcie tą książkę na którą nie miałeś czasu i odpręż się! Mahahual to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Czy słyszysz już szum Karaibów?

Dia de los Muertos in Mexico

Yes, yes, we know that this Mayan celebration is at the beginning of November, so in order not to bore you with historical details, here is a small gallery of the parade that we took part in. Enjoy!

Tak, tak, wiemy że to święto Majów przypada na początek listopada, więc zamiast zanudzać historią, zapodajemy krótką galerię parady w której uczestniczyliśmy. Miłego oglądania!

dscn0580dscn0589dscn0617dscn0619dscn0622dscn0637dscn0640dscn0642

 

Nap in Valladolid / Drzemka w Valladolid

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

Valladolid is a beautiful colonial town in the district of Yucatan. Its charm lies in cobbled narrow streets, magnificent churches and close proximity to natural beauty and Mayan legacy.
For a good start, San Bernardino church is the place. It’s close to the centre and almost always open. Although it does not resemble European style, it has its own unique features that might be of interest, but we have seen people unmoved by this site. Its function was a Spanish fortress once upon a time and it has been built in a baroque style. San Bernardino has only one nave so there isn’t much space for the church itself, but I (Adrianna) have found it fascinating on the account of it being different from the churches I have seen so far.

dscn0552

The charming narrow streets will surely take you to the main plaza, where you can buy some street food or souvenir bracelets and just chill out. In the evening the lights give the place a magical feel, especially when traditional music fills the space and people wander about in the cool of the evening.

dscn0551_kindlephoto-2615711

When it gets too hot, jump in one of the many cenotes of Valladolid. About 500m from the centre you can have a dip for 30 Pesos and it’s absolutely worth it. If you want more, rent a bike or take a taxi to two cenotes just seven kilometres from Valladolid. They are a little bit more expensive but to walk from one to another is only 100m and if you are during the right time of the day, the sun will shine straight through the big circle in the cave’s ceiling.

dscn0754_kindlephoto-1452223

Valladolid has great connection to Mayan ruins as well as to the rest of the country. Daily buses to Cancun, Tulum, Merida and Campeche make it easy to get in and away. Shuttles and colectivos to Ek’Balam, Chichen Itza and other ruins provide a great variety of trips to choose from.

Valladolid is a charming little place with plenty to do and with great connections to other places. It’s a perfect spot if you just want to relax or don’t want to spend your time in busy cities like Merida. We can surely say that it was one of the best towns we have visited so far.
——————–

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Valladolid to piękne kolonialne miasto w obrębie Yucatanu. Jego wdzięk leży w brukowanych uliczkach, pięknych kościołach oraz bliskości do piękna natury i zabytków z epoki Majów.

Kościół San Bernardino to dobry początek na zwiedzanie: jest blisko centrum i praktycznie zawsze otwarty. Mimo tego że wyglądem nie przypomina europejskich kościołów, to jego wyjątkowy urok może zachwycić, chociaż zdarzają się tacy którym taka architektura jest obojętna. Hiszpanie pewnego razu wybudowali San Bernardino jako fortecę obronną w barokowym stylu. Kościół posiada tylko jedną nawę ale i tak bardzo mi (Adriannie) się podobał, ponieważ nie przypomina żadnego kościoła jakiego wcześniej widziałam w Europie.

dscn0552

Piękne brukowane uliczki na pewno zaprowadzą was do ‘rynku’, gdzie możecie kupić jedzenie ze straganów, pamiątkową bransoletkę albo po prostu trochę odpocząć. Wieczorne światła i rytm tradycyjnej muzyki nadają miastu magiczną atmosferę.

dscn0551_kindlephoto-2615711

Gdy jest zbyt gorąco na zwiedzanie, miasto posiada swoją własną cenotę w której można się ochłodzić za 30 Peso. Jeśli wam mało, możecie wynająć rower lub wziąć taksówkę i siedem kilometrów od miasta są jeszcze dwie inne cenoty, które od siebie dzieli 100 metrów. Są oczywiście nieco droższe ale jeśli będziecie tam o dobrym czasie, słońce wpadnie prosto przez okrąg w suficie i rozświetli wodę.

dscn0754_kindlephoto-1452223

Valladolid posiada świetne połączenia autobusowe nie tylko do wiosek Majów, ale też do reszty kraju. Dzienne połączenia do Cancun, Tulum, Meridy i Campeche sprawiają że łatwo się tu dostać i wydostać. Colectivos i busy do Chichen Itza, Ek’Balam i innych atrakcji sprawiają że mamy szeroki wybór wycieczek.

Valladolid to piękne miejsce z ciekawą historią i szeroką gamą rozrywek. Wygodne połączenia do innych miejsc i atrakcji są wielkim plusem, a poza tym można się tutaj po prostu zrelaksować jeśli nie ma się ochoty spędzać czasu w zatłoczonym mieście pokroju Meridy. Z ręką na sercu możemy przyznać że jak na razie było to jedno z najlepszych miasteczek jakie odwiedziliśmy.

Siesta at Chichen Itza / Drzemka w Chichen Itza

POLSKA WERSJA TUTAJ / POLISH VERSION HERE

How the main pyramid of Chichen Itza looks, most of the people probably already know. But there is more to this place than one building, although not everything is as glorious.

Firstly, getting there is super easy as it is probably one of the most visited places in Mexico. From Valladolid a round trip ticket costs 100 Pesos and it will take you there from 7.30am every hour; you can come back also every hour until 4.30pm. It’s true what they say about arriving early – tourist groups can be really overwhelming so try to get there on the first bus. Entry ticket is 232 Pesos and then off you go.

dscn0699

El Castillo, the main pyramid, welcomes you as you enter the site. Once you get your jumping, wide-armed or napping pictures done, there is much to explore. For us one of the best sites was the Ball Court where, as the name indicates, the Maya played a ball game. Some say it resembled today’s football but they also used bats as well as their legs. There are two rings high above and the objective was to throw a ball through one of them. If a team member succeeded in doing so with a bat, the opposite team was decapitated and sacrificed. Pretty violent, right?

dscn0711

Chichen Itza’s beauty lies not only in sophisticated architecture and beautiful designs and meanings. Many people (including us) marvel at the unbelievable acoustics of this place. In the Ball Court, when all walls were present, a conversation could be heard from one end to another, 150m away. It seems that every piece has its meaning and purpose. Of course a serpent is a recurring theme, but it is possible to see engraved skulls (upon which sacrificed heads were placed) and eagles ripping the chest of its enemies and eating their hearts. It’s incredible but terrifying at the same time.

dscn0725

Aside from the beautiful architecture, Chichen Itza has some faults that cannot go amiss. While for many people it might not be the problem, for us it took away the whole enjoyment of being there. The site and atmosphere is heavily spoilt with masses of tourists, cramped in every corner but mostly you can find them clapping in front of El Castillo. It probably wouldn’t be half as bad if not for the never-ending souvenir stands. They are literally EVERYWHERE. It would be fine if you could just walk past them and do as you wish but no, tens of sellers jump in front of you with masks, jaguar-making-sound toys, bracelets and you name it! They are around you all the time, so no matter where you turn, you will hear someone shout ONE DOLLAR! in your face. On the busiest tracks the stands occupy both sides of the road so when you walk you get to hear everything at once at the lowest price of, have a guess, one dollar. It tired us so much that we actually thought of going back, but since we paid the stiff entry fee, we braved it.

So this nap was definitely not as pleasant as the one in Ek’Balam, but of course it’s worth seeing one of the New Seven Wonders of the World and also having our own perspective. We definitely don’t regret going but if you really want to see the ruins, you only have one chance and don’t care for an Instagram photo, go to Ek’Balam or even better, Tikal in Guatemala. But about our yet another ruins encounter, soon!

——————-

POLSKA WERSJA / POLISH VERSION

Jak główna piramida w Chichen Itza wygląda, większość z Was pewnie doskonale wie. I chociaż te ruiny to nie tylko jeden budynek, to nie wszystko w tym miejscu jest tak wspaniałe.

Chichen Itza to najprawdopodobniej jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Meksyku, dlatego dostanie się tam jest super proste. Z Valladolid można wziąć autobus za 100 Peso w dwie strony i odjeżdża on od 7.30 rano co godzinę, a wraca rownież co godzinę aż do 16.30. To prawda co mówią o przybyciu na miejsce najwcześniej jak się da – wielkie grupy turystów mogą być naprawdę przytłaczające więc postarajcie się wsiąść w pierwszy autobus. Bilet do ruin można kupić przy wejściu za oszałamiające 232 Peso – i można ruszać!

dscn0699

Prawie od razu po przekroczeniu bramy wita nas główna piramida – El Castillo. Jak już zrobicie sobie zdjęcia na którym skaczecie, rozpościeracie ramiona albo drzemiecie przed piramidą, cała reszta miasta Majów czeka na odkrycie. Nam osobiście najbardziej podobał się Ball Court (w luźnym tłumaczeniu: boisko), który, jak nazwa wskazuje, służył do gry w piłkę. Podobno gra przypominała tą którą znamy jako piłkę nożną z połączeniem baseballu. Wysoko nad naszymi głowami znajdują się pierścienie służące za bramki, w które uczestnicy starali się trafić za pomocą kopnięc. Jeśli jednak jednemu graczowi udało się przeprowadzić piłkę przez pierścień za pomocą pałki, jego drużyna wygrywala a przeciwnikom ścinano głowy i składano je w ofierze. Całkiem nieźle, prawda?

dscn0711

Piękno Chichen Itza nie leży tylko w architekturze i pięknym zdobieniom. Wiele osób (w tym my) jest pod wrażeniem akustyki tego miejsca. Gdy Ball Court był w pełni zbudowany, stojąc na jednym jego końcu można było usłyszeć rozmowę z drugiego końca oddalonego o 150m. Teraz ludzie krzyczą a i tak dźwięk jest niesiony jeszcze dalej. Praktycznie każdy element ma swój cel i znaczenie. Oczywiście najbardziej powtarzającym się tematem jest wąż, ale można też zobaczyć tysiąc czaszek (nad którymi składano głowy w ofierze) lub orła wyjadającego serca swoich ofiar. Widoki są naprawdę piękne ale też trochę przerażające.

dscn0725

Oprócz pięknej architektury, Chichen Itza posiada parę niedogodności które ciężko zignorować. Dla wielu osób na pewno takie rzeczy nie sprawiają problemów, ale nam odebrało to przyjemność zwiedzania. Ruiny i atmosfera są trochę ‘zrujnowane’ przez turystów którzy kręcą się wszędzie, ale głównie można ich zobaczyć jak klaszczą przed główną piramidą. To jednak da się przeżyć w porównaniu z ustawionymi wszędzie straganami z pamiątkami. Naprawdę WSZĘDZIE. I też byłoby w porządku, gdyby była możliwość spokojnego przejścia obok. Ale nie jest to nam dane; dziesiątki sprzedawców zastępują nam drogę i oferują te same przedmioty: maski, zabawki które brzmią jak jaguar, bransoletki i co tylko jeszcze sobie wymyślicie! Nieważne w którą stronę się obrócisz, ktoś będzie krzyczał ci JEDEN DOLAR prosto w twarz. Na najbardziej ruchliwych ścieżkach stragany stoją po dwóch stronach drogi, więc czasem parę osób na raz próbuje sprzedać swój towar za najniższą cenę, czyli (tak, zgadliście) jednego dolara. Już po godzinie tak bardzo nas to zmęczylo, że naprawdę zaczęliśmy rozważać powrót, ale w końcu zapłaciliśmy za wstęp więc chcieliśmy to jak najlepiej wykorzystać.

Koniec końców, drzemka w Chichen Itza nie dorównala tej w Ek’Balam, ale oczywiście dobrze jest zobaczyć jeden z nowych Siedmiu Cudów Świata i mieć swoją perspektywę. Oczywiście nie żałujemy tej wycieczki, ale jeśli chcecie spokojnie pozwiedzać ruiny, macie tylko jedną szansę i nie obchodzi was idealne zdjęcie na Instagrama, jedźcie do Ek’Balam albo nawet do Tikal w Gwatemali. Ale o naszym następnym wypadzie do ruin w dżungli – już niedługo!